poniedziałek, 26 września 2016

Jak smakuje prawdziwy, dobry cydr? Cydr Grójecki.

Dzisiaj zapraszam Was na trochę nietypowy wpis ale jak wiadomo przyjemności należą się każdemu :)
W ostatnim czasie miałam okazje przetestować Cydr Grójecki, mówiąc szczerze- wstyd się przyznać- nigdy wcześniej nie piłam cydru także nie wiedziałam czego się mogę spodziewać.



Cydr Grójecki jest polskim cydrem, wytwarzanym w Grójcu - sadowniczym sercu Polski. Produkowany z sezonowych jabłek rosnących w Grójeckich sadach. Jest umieszczony w szklanej butelce zamkniętej kapslem. 


Jeśli chodzi o smak to muszę powiedzieć, że jest naprawdę dobry, przypomina wino musujące z dodatkiem jabłek- jest słodki i  przyjemnie się go pije. Mówiąc szczerze alkohol jest lekko wyczuwalny w końcu posiada 4,5%. Nada się idealnie na kobiece wieczory, obiady z rodziną lub podczas ogniska. Jestem pewna, że będzie smakował zarówno kobietom jak i mężczyznom.
Ja z reguły nie przepadam za alkoholem ale ten cydr zdecydowanie częściej będzie gościł w moim domu, ponieważ idealnie wpasował się w moje gusta.




Lubicie pić cydry? :)

                                                                            Buziaki,
                                                                                              Magda



niedziela, 18 września 2016

Cudowny weekend na Zamku Kliczków z kosmetykami Ilua! :) + zwiedzanie Wrocławia.

Ostatni mój weekend był cudowny, a to za sprawą mojej podróży do Zamku Kliczków, który jest położony w województwie dolnośląskim. Z racji tego, że uwielbiam zwiedzać po drodze udało mi się również odwiedzić Wrocław.
Jeśli jesteście ciekawi jak przebywała moja podróż oraz co ciekawego robiłam to zapraszam!



Moim pierwszym przystankiem w drodze na Zamek był przepiękny Wrocław, w którym byłam nie raz ale zdecydowanie pierwszy raz mieszkałam w samym centrum miasta w Art Hotelu.
Hotel przerósł moje najśmielsze oczekiwania pod każdym względem- miła obsługa w recepcji, cudowny-bajkowy pokój, naturalne kosmetyki w łazience, wystrój oraz smakowite śniadania.
Art Hotel obchodził swoje 20 lecie istnienia- także jest to hotel z wieloletnią tradycją, w którym czujemy się jak w domu.
Było tak pięknie, że nie chciało mi się odjeżdżać i jeśli kiedykolwiek będę jeszcze we Wrocławiu z pewnością wybiorę właśnie ten hotel. Jeśli myślicie, że mój opis jest przekoloryzowany spójrzcie na zdjęcia :)






Kolejnym punktem zwiedzania czyli wisienką na torcie podczas mojej podróży był Zamek Kliczków.
Cudowne miejsce, w którym możemy się całkowicie zrelaksować. Podczas pobytu miałam okazje na przejażdżkę bryczką, na skosztowanie pysznej kolacji przygotowanej przez szefa kuchni, nocne zwiedzanie Zamku Kliczków z dreszczykiem, podczas którego było rewelacyjnie.
Mogłam zobaczyć pokazy walk rycerskich, konie, a następnie wraz z przewodnikiem udać się na oprowadzanie po Zamku- swoboda opowiadania, ciekawe miejsca i dreszczyk emocji spowodowały, że było to najlepsze zwiedzanie na jakim kiedykolwiek byłam.













Jeśli chodzi o kolacje dania były naprawdę wyszukane- nie udało mi się wszystkich sfotografować ale myślę, że już po tych daniach będzie widać, że kucharz tego Zamku jest wybitny! :)




Główną częścią pobytu był pokaz marki Ilua, która wytwarza naturalne kosmetyki- Pani Magda, właścicielka marki opowiadała nam o tym skąd wziął się pomysł na markę, jak produkowane są te kosmetyki, z czego się składają. Miałyśmy również okazje przetestować kosmetyki na własnej skórze, a dodatkowo każda z nas dostała do domu krem "Lady in Red".

 Lady in red

Chris De Burgh obiecuje, że nigdy nie zapomni policzka przy policzku i jak tamtej nocy wyglądała dziewczyna w czerwonej sukience.

Ten krem to "mała czerwona", cudowna sukienka dla Twojej skóry.

Krem oczywiście zaczęłam testować i dam znać jak się spisał.
Były jeszcze zabiegi w Zamkowym SPA przy użyciu kosmetyków marki Ilua, niestety ja musiałam wracać do domu i nie mogłam z nich skorzystać, aczkolwiek słyszałam, że były rewelacyjne!






Ten weekend był cudowny i bardzo dziękuje wszystkim osobom, które przyczyniły się do jego organizacji! :)

                                                                                 Buziaki, 
                                                                                        Magda








czwartek, 8 września 2016

Azjatycka pielęgnacja twarzy hit czy kit? Singashop.

O Azjatyckich kosmetykach w ostatnim czasie słyszy się bardzo dużo, jednak zazwyczaj są one dostępne tylko przez Internet, przynajmniej w moim mieście. Będąc we Wrocławiu widziałam, że znajduje się sklep które oferuje większość takich marek. Moje kosmetyki pochodzą ze sklepu Singashop, po wejściu na stronę toniemy od ilości cudownych kosmetyków. Dzisiaj chciałabym przyjrzeć się bliżej ich działaniu i tym czy tak naprawdę są one dobre. Jeśli jesteście ciekawi zapraszam do dalszej części.


Jak widzicie paczuszka była spora- nie mogłam się oprzeć, aby nie zamówić już tak rozsławionego zestawu do oczyszczania nosa, wzięłam również maseczkę owocową SkinFood, maseczkę Tony Moly oraz krem CC Etude House.





Przy wyborze tej maseczki kierowałam się tym, że słyszałam dużo dobrego o tej marce- byłam ciekawa jak sprawdzi się u mnie. Kiedy tylko otworzymy opakowanie czuć bardzo mocny zapach mandarynki, maseczka jest bardzo mocno nasączona- ja zdolna nim zawsze maseczkę wypakuje, ułożę sobie na twarz to jestem cała w tym płynie :) 
Jeśli chodzi o działanie to maseczkę trzymałam tak jak zaleca producent 15 minut, po zdjęciu, ku mojemu zdziwieniu twarz była niesamowicie nawilżona i gładka, delikatnie pachniała mandarynką ale nie było to drażniące. Ta maseczka kosztuje 8 zł i uważam, że jeżeli jesteście fankami maseczek w płachcie koniecznie musicie ją wypróbować.





Tutaj będąc całkowicie szczera wybrałam ją ze względu na cudowne opakowanie- byłam również ciekawa jej działania, ponieważ słyszałam, że marka Tony Moly wchodzi do Sephory, a jak wiadomo Sephora-przynajmniej mi- wydaje się na drogerie ekskluzywną.
W tym wypadku również stosowałam się do zaleceń producenta w kwestii trzymania maski na twarzy i po zdjęciu również byłam mile zaskoczona jej działaniem.
Elastyczność, gładkość, nawilżenie te trzy słowa na pewno opisują efekt jaki utrzymamy.
Tutaj cena jest nieco wyższa ale nie wiele- kosztuje ona 10 zł i również szczerze ją polecam.





Niesamowicie osławione plasterki do oczyszczania nosa- pokładałam w nich wielką nadzieje, ponieważ w ostatnim miesiącu miałam plasterek do oczyszczania nosa z Mizon i bardzo się zawiodłam, praktycznie w ogóle mnie nie oczyścił.
Proces składa się z nałożenia 3 plasterków po sobie- jest to dość czasochłonne, ponieważ każdy musimy trzymać około 15 minut. Każdy z plasterków ma inny kształt i inny wygląd- podczas robienia oczyszczania zrobiłam dla Was dwa zdjęcia jak one wyglądają.



Jeśli chodzi o plasterek, który widzicie powyżej ma on za zadanie oczyscić i "wyrwać" wszystkie zaskórniki i tak też się stało- ku mojemu zdziwieniu po oderwaniu plasterka- co było niestety dość bolesną czynnością 3/4 zaskórników wylądowało na plasterku- byłam zachwycona.
Koszt takiej zabawy to 13 zł ale jeśli zastanawiacie się nad Azjatycką pielęgnacja to według mnie jest to taki musy have! :)






Praktycznie już od roku stosuje tylko Azjatyckie kremy BB/CC do twarzy, ponieważ je uwielbiam ich największa zaletą jest to, że pozostają na twarzy naprawdę na długo i nie zostawiają efektu maski.
Tutaj również tak było krem jest bardzo długotrwały, łatwo się go rozprowadza i jest wydajny- wystarczy mała ilość, aby twarzy wyglądała ładnie i promiennie. Jedynym minusem tego kremu według mnie jest to, że jeżeli zmagacie się z problemami skórnymi on ich Wam nie zakryje- delikatne zaczerwienienia owszem ale trądziku już nie.
Ciekawą sprawą jest to, że ten krem jest całkowicie biały, a po kontakcie ze skórą idealnie się w nią wtapia. Koszt tego kremu to 63 zł ale jeśli nigdy nie miałyście takiego kremu i nie zmagacie się z problemami skórnymi to serdecznie polecam.




Miałyście któryś z tych kosmetyków?
Lubicie Azjatycką pielęgnacje?



                                                                                     Buziaki,
                                                                                              Magda












wtorek, 6 września 2016

Mam marzenie...czyli słów parę o aplikacji iWisher.

Dzisiaj chciałabym pokazać Wam bardzo ciekawą aplikacje na telefon lub stacjonarnie, dzięki której nietrafiony prezent będzie dla Was czymś nieznanym. Mowa tutaj o aplikacji iWisher- każdy z nas ma marzenie, jedne małe, inne trochę większe. Kiedy słyszymy pytanie: Co chciałabyś dostać na urodziny? często mamy w głowie takie produkty ale wstydzimy się o nich powiedzieć wprost.


W tej aplikacji za pomocą prostej wyszukiwarki znajdujemy produkt, który jest naszym marzeniem, w moim przypadku jest to paletka do makijażu The Balm- wyszukiwarka pokazuje nam nasz produkt-marzenie w najbardziej korzystnej cenie. Oprócz tej paletki wybrałam również perfumy Marc Jacobs i na ich podstawie pokaże jak wygląda cały proces dodawania marzenia do naszej listy.


Wybieramy nas wymarzony produkt, a następnie klikamy w ikonkę "Chcę to".


Po dodaniu naszego marzenia do listy pojawia nam się informacja, żebyśmy podzielili się naszym marzeniem za pomocą najpopularniejszych profili społecznościowych lub zwyczajnie możemy skopiować link.




Po wejściu w nasz profil widzimy nasze marzenia oraz jaka kwota na nie została już przelana.


Jeśli chodzi o moją opinie o tej aplikacji to uważam, że jest to naprawdę świetny pomysł- zawsze dyskretnie możemy tego linka wysłać do kogo lub opublikować w mediach społecznościowych i czekać aż nasze marzenie się spełni. Jest to też świetny pomysł na otrzymanie wymarzonego prezentu urodzinowego- kiedy ktoś spyta co chciałbyś dostać- po prostu wyślij mu ten link i wszystko stanie się jasne. Ja zamierzam wypróbować ten sposób i mam nadzieje, że sprawdzi się wyśmienicie.


Znacie taką aplikacje?

                                                                                      Buziaki,
                                                                                                                                                                                                          Magda